2005-05-04 18:49:35 >>
test
Ile wiesz o O-ren... I o całej histori... Sprawdź się!
--------->!!KLIKNIJ TU!!<-----------
skomentuj (4)
2005-04-29 16:21:40 >>
...Spotkanie po latach!...
Logan osunął się na ziemię pozostawiając na drzwiach lodówki krwawe ślady. W całym Instytucie pozapalały się światła, O-ren wiedziała, że już wszyscy się domyślają... I pewne było to, że Logan nie zginął. Jego zdolności regeneracji były zadziwiające. Klamka zatrzeszczała, do kuchni wszedł Scott. Ale oprócz Wolverine'a w kuchni nie było nikogo... Zamachowca już biegł w stronę lasu pod osłoną nocy...
***
- Logan?! Słyszysz mnie?!
- SŁyszę, Cyclops, nie musisz się tak drzeć!- burknął Rosomak. Cały i zdrowy wstał i podszedł do okna.
- To ona!
- O-ren?
- Tak, nie wiem jakie ma moce, ale jej zwinność i szybkość są niewyobrażalne! I ten styl ubierania się...- do kuchni wjechał profesor. Za nim ziewając wtoczyła się Rogue.
- Już wszystko dobrze, Logan żyje?- powiedziała niezbyt przytomnym głosem.
- Tak, wszystko w porządku... Oprócz jednego...- powiedział Scott- O-ren zwiała...- i poszedł do pokoju. Profesor również pojechał. Logan jeszcze chwilę wpatrywał się w las, ale w końcu poszedł do ambulatorium... Zapewne wyjąć kule. Rogue nie była pewna tego, co postanowiła. Wybegła z kuchni, ubrała się i po dziesięciu minutach stała w drzwiach Instytutu...
***
O-ren biegła. Bardzo szybko. Długa, czarna szata powiewała za nią niczym skrzydła nietoperza. Zręcznie przeskakiwała każdy murek, wspinała się po ogrodzeniach jak kot. Jej celem była kryjówka Acolytes... Już tylko ostatnia przeszkoda... Warta Gambita... Dziewczyna przyczaiła się na jednym z drzew otaczających stary dpm. Po chwili z budynku wyszedł Remy LeBeau. Oparł się o swój kij i wypatrywał intruzów. Ale i na takich O-ren miała sposoby! Wyciągnęła zza pasa długi, czarny bat. Szybkim smagnięciem wytrąciła Gambitowi kij.
- No no no, ślicznotka wróciła do domu!- zaśmiał się Remy. O-ren zeskoczyła z drzewa.
- Nie zabawię długo!- Dziewczyna rzuciła się na Gambita. Po krótkiej walce Remy leżał nieprzytomny pod drzewem.
- Nie trudź się kawą!- zaśmiała się szyderczo. Od celu dzieliły ją jedne drzwi... Te jedyne...
***
- Wybierasz się gdzieś, Ruduś?- Rogue została nakryta przez Shadow.
- Shad, musimy pomóc O-ren! Wiem że pomoc będzie jej potrzebna!- argumentowała Nightmare- Poszła do kryjówki Magneta!
- Masz rację...- mruknęła Shadow- Jeśli chodzi o tatusia, pomoc się przyda!
***
Drzwi do kryjówki Acolytes wyleciały z hukiem. Pyro, drzemiący w fotelu, wstał gwałtownie.
- Co do...- nie dokończył. Już leżał nieprzytomny na ziemi a nad nim stała czarnooka dziewczyna. Podobny los spotkał Szablozębego i Collosusa.
Eric Lensherr założył swój hełm i wyszedł z laboratorium, gdzie pracował razem z Mistique. Wśród dymu dostrzegł zarys postaci...
- Witaj, Eric! Spotkanie po latach! Jak bardzo się zmieniłeś...- O-ren powoli się zbliżała- Ale nadal nosisz ten kretyński kask!
- Odejdź Odelio! Nie masz prawa żądać niczego!- zawołał wściekły już Magnus. O-ren zacmokała ostentacyjnie
- Hmm... Staruszek widzę nie na czasie! Odelia nie żyje... Zginęła wiele lat temu! Nie chodzi mi o ciebie... Szukam Mistique!
skomentuj (6)
2005-04-07 23:49:58 >>
...Z pozoru bezbronna...
Nad Instytutem Xaviera zapadła noc. Wszyscy spali... Nie..! Nie wszyscy! Czarnowłosa dziewczyna leży w sali szpitalnej, jej czarne oczy błyszczą w mdłym świetle księżyca... O-ren... Walczyła z samą sobą... Wreszcie wstała. Ubrała się i skierowała w stronę drzwi... Po chwili przystanęła. Czy na pewno nie będzie tego żałować? Odchyliła szatę, za którą miała ukryty swój skarb... Pierścionek jej matki, który dostała nie jako O-ren... Jeszcze wtedy jako Odelia. Dziewczyna dokładnie go obejżała, po czym delikatnie schowałaz powrotem do maleńkiego woreczka... Tak..! Musi to zrobić! Szybkim krokiem, cicho jak chyba nikt na świecie, sunęła korytarzami niczym duch, niewidzialna... Wiedziała jedno... Xavier nie będzie sam! Nagle O-ren stanęła jak wryta. Usłyszała głosy... Ktoś szedł w jej stronę. Dziewczyna zobaczyła otwarte okno i wspięła się piętro wyżej. Bezszelestnie O-ren wskoczyła do pomieszczenia, które okazało się kuchnią. O dziwo, Kurt nie buszował w lodówce... Nagle w korytarzu światło się zapaliło, Odelia w ostatniej chwili schowała się pod stołem. Do kuchni wszedł Wolverine. Podszedł do lodówki i wyciągnął butelkę piwa. Jednak kiedy podnosił ją do ust, zawahał się. Czuł kogoś... kogoś obcego... Nagle... ŁUP!! Stół poleciał w kierunku Logana, który w ostatniech chwili przeciął go szponami na 2 części. Podniósł głowę, przed nim stała dziewczyna, której nigdy w życiu nie widział. W niczym nie przypominała z pozoru bezbronnej O-ren, którą widział w sali szpitalnej. Ta dziewczyna wprost promieniowała złością... Była wściekła...
- Co ja ci do cholery zrobiłem?!- wrzasnął trener. Dziewczyna szyderczo się uśmiechnęła.
- Jak to? Ponad stuletni Logan nie pamięta?- zrobiła krok do przodu- Nie pamięta pamiętnego roku 1994?- kolejny krok- Kiedy to zabił?- tym razem O-ren szybko wyciągnęła pistolet i strzeliła... Raz... Drugi... Trzeci...
skomentuj (6)
2005-03-15 22:05:43 >>
...Wyzyskiwacz i Oszustka...
- Nie wygląda dobrze...
- Aha...
- Gdzie...jestem?- O-ren obudziła się w zupełnie innym miejscu, gdzie spodziewała się być...
- Spokojnie, fraulin. Jesteś w Instytucie Xaviera...
- KOGO?!- O-ren zerwała się z łóżka, ale prawie natychmiast upadła z powrotem.
- Leż. Nie wiem dokładnie o co ci chodzi, ale pozwól najpierw że się przedstawimy...
- Nie musicie...- X-meni spojrzeli na nią zdziwieni. O-ren zaczęła:
- Marie A'Canto, nazywana Rogue... Jean Grey, Scott Summers a.k.a. Cyclops, Kurt Wagner- Nightcrawler, Lady Shadow Flame...
- A ja to co? Taki nieznany?- prychnął Logan wyłaniając się z kąta
- CIEBIE NIE CHCĘ ZNAĆ!!! CIEBIE I CHARLESA XAVIERA!!- krzyknęła O-ren ze łzami w oczach. Logan już zamierzał odburknąć coś nieprzyjemnego, ale Shadow wyprowadziła go z sali szpitalnej. Scott, Kurt i Jean też wyszli, została tylko Rogue. Przysiadła na łóżku zapłakanej O-ren i spokojnie spytała:
- O-ren Ishii, tak się nazywasz? Czemu tak bardzo nienawidzisz profesora?
- On... Zabił moich rodziców! Ale proszę, Rogue, nie mów nikomu! Błagam!
- Dobra, ale nie bardzo chce mi się w to wierzyć... Xavier kogoś zamordował? Nie...
- Ja... Ja chcę stąd wyjść!
- Czekaj, nie masz dokąd pójść!- Rogue przytrzymała O-ren
- Mam! Żebyś wiedziała że mam!
- Czekaj...- Rogue zauważyła pistolet przy ubraniu O-ren. Podniosła go i dziwnym wzrokiem omiotła nową znajomą.
- To ty... Ty strzelałaś do Jean...
***
- Jean, dobrze się czujesz?
- Już dobrze... Ale przeniosę się na jakiś czas do szpitala...
- A... Rozumiem, ten... Do dziecka...- zachichotała Shadowcat
- Dobrze że nic mu się nie stało... No, prawie...- stwierdziła Jessy
- Nie mu, tylko jej!
- AHA! Kitty, dawaj piątaka, wygrałem!- ożywił się Kurt
- Nie mam!
- Nie wykręcaj się, zakład to zakład!
- Wyzyskiwacz!
- Oszustka!
- Cicho! Słuchajcie, właśnie dowiedziałam się czegoś dziwnego o O-ren...- powiedziała Rogue wchodząc do salonu. Usiadła na kanapie pomiędzy Kitty i Kurtem.
***
- O co jej chodzi?!
- Logan, nie wiem, tyle osób maltretowałeś że może to ta mała co ją kiedyś karate uczyłeś?
- Bardzo śmieszne, Shadow!
- Bardzo!
- Nie pyskuj!
- Bo co?
- Bo pożaujesz!
- Ale się boję!
- BÓJ SIĘ!- Logan wysunął szpony, Shady zrobiła to samo. Przysiadła na stole i krzyknęła:
- Dalej, Rosomaczku! Pokaż co potrafisz!
skomentuj (4)
2005-03-09 19:01:53 >>
Spotkanie
Szpital... A gdzie indziej mogła wylądować postrzelona dziewczyna? I Scott w stanie białej gorączki? No i, oczywiście Święta Trójca (Rogue, Kitty, Shadow) , Czterech Pazernych (Kurt, Lance ale od niechcenia, Nathan, Logan)i Pies (Xavier). Ponadto Siedmiu Wspaniałych (Neko, Issley, Jessy, Storm, Beast, Iceman, Spyke) oraz Dywizjon 303 (pozostali X-meni). Siedzieli i czekali, Pazerni i Trójca podtrzymywali Scotta przed wyważeniem drzwi na salę operacyjną, Dywizjon powoli się rozchodził do domów, a Pies i Wspaniali siedzieli nie odzywając się ani słowem. Czekali. Czekali... I czekali...
***
- O-ren... Czemu jesteś smutna?- zapytała zakapturzona postać podchodząc do dziewczyny ubranej na czarno, siedzącej nad urwiskiem przy morzu
- Nie jestem zadowolona. To nie miało być tak!- wstała i odwróciła się do postaci z twarzą, na której malowała się furia- Obiecałaś mi, że będę mogła pomścić rodziców! Jak na razie mam likwidować X-menów, czego nie chcę robić!
- Naprawdę nie chcesz? Cóż... Może zmienimy plany... Sama dołączysz do załogi Charlesa... I zrobisz jak zechcesz...
- Nie będę go zabijała potajemnie! -O-ren zacisnęła pięści- Chcę, żeby wiedział że to ja! Chcę żeby inni to widzieli! Niech cierpi jak ja!- krzyknęła, a z jej oczu poleciały łzy.
- Hmm... Bystra wiedźma.. A wzięłaś pod uwagę że może ci ktoś przeszkodzić?- syknęła postać z błyskiem w oku
- Aaale... Co masz na myśli?
- TO!- babka zepchnęła O-ren prosto do morza z szyderczym uśmiechem. Krzyki dziewczyny mieszały się z rechotem owej postaci...
***
- Pan Summers?- przyszedł chirurg. Scott zerwał się na nogi, Evan obudził Kurta drzemiącego na fotelu.
- Co z nią?
- Wszystko w porządku, panna Jean jest cała i zdrowa...
- A dziecko?- spytała Shadow. Nigdy specjalnie nie przepadała za Jean, ale to co jej się stało było straszne! Tak po prostu, nie wiadomo skąd, strzał i Jean pada na ziemię.
- Hmm... Panie Summers, proszę ze mną...- zamruczał chirurg zamiast odpowiedzi. Scott natychmiast poszedł za nim. Zniknęli w białych drzwiach. Prawie wszyscy X-meni poszli, została tylko Święta Trójca, Kurt i Lance, który pomimo że nie znosił Scotta, wiedział na co się zanosi. Rogue poczuła że w oczach zakręciły jej się łzy. Odwróciła się do wszystkich i wyjąkała:
- Czy... Czy to znaczy... Że ten mały ludek... Tak po prostu... Już nie...- nie mogła dokończyć. Czemu to nie mogło się stać miesiąc później!? Opadła na krzesło pomiędzy Kitty i Kurtem. Nagle usłyszeli karetkę, X-meni zerwali się z miejsca i podbiegli do postaci, którą wieźli lekarze. Nie wyglądała dobrze, całą twarz miała pocharataną i ubroczoną krwią, ręka leżała pod bardzo dziwnym kątem. Rogue dziewczyna wydała się dziwnie znajoma...
- TO ONA!! TO JĄ WCZORAJ WIDZIELIŚMY W LESIE!!
skomentuj (6)
2005-03-07 17:28:05 >>
Początek...
Instytut Xaviera dla Uzdolnionej Młodzieży... Rok po zniszczeniu Apokalipsa...
- Scott? SCOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOTT!!
- Już idę! Drzwi od auta się zacięły!
- Nie wkurzaj mnie! Wiesz, że nie mogę się denerwować!
- CICHO TAM! WŁASNYCH MYŚLI NIE SŁYSZĘ!- wydarła się Rogue do Jean. Wyszła z balkonu z powrotem do pokoju.
- Dobra, czyj ruch teraz?- ona, Kurt, Kitty, Lance, Shadow i Logan grali w pokera. Przegrany ściągał coś z siebie. Sytuacja wyglądała tak: Rudzik bez spódnicy, Kurt bez koszulki, Kitty w skarpetkach, owinięta kocem, Lance, cwaniak, kompletnie ubrany, Shadow w bieliźnie, Logan bez skarpetki(...).
- Teraz Kitty rozdaje!
- Hmmm... Dobra, ten, komu wymienić?
- Dawaj trzy, mała!
- Jedną!
- Dwie, Kittka!
- Ich mochte drei.
- Cztery- mruknęła Shadow wściekle spoglądając za balkon, na Jean i Scotta. W końcu odezwała się:
- Jean już za bardzo nudzi... Cały czas wygłasza mowy jaka to ona delikatna bla bla bla mam gdzieś, że jest w ciąży!
- Siostra, czyżbyś była zazdrosna?- wyszczeżył się Kurt
- Nie, wiesz!! Jakoś mi nie śpieszno do wychowywania małych smrodów pałętających się pod nogami!!
- Cicho być! Logan ściąga skarpetę!
- Wrrr...
- Ej, przegrałeś! Czternasty raz nie będziesz nas straszył wypatroszeniem! To tylko gra!- argumentowała Rogue. Logan, chcąc nie chcąc, musiał ściągnąć śmierdzącą skarpetę. Shadow jednak nie interesowała się całą sprawą. Wpatrywała się w drzewa za balkonem. Zamrugała. Wydawało jej się, że widzi dziewczynę, ubraną na czarno. Ów osoba przemykała się pomiędzy drzewami
- Shad, oprzytomnij! Ściągasz coś!- warknął Logan
- Hej, coś tam jest takiego interesującego?- Rogue wstała i wyszła na balkon. Za nią poszli Kitty, Kurt i Lance, zostawiając kłócących się Shadowy i Wolverine'a. Nightmare równierz się przypatrzyła, ale nic nie widziała. Odwróciła się do reszty
- Nikogo tam nie...ma...- ostatnie słowo wypowiedziała półprzytomnie. Zamknęła oczy i upadła na ziemię ukazując osobę, która stała za nią. Dziewiętnastolatka, czarne oczy i włosy, ubrana w długi, ciemny płaszcz. Strasznie blada. W ręku trzymała strzykawkę, już pustą. X-meni cofnęli się. Nieznajoma odwróciła się i zeskoczyła z balkonu, biegnąc prosto do lasku. Kurt, oszołomiony, podszedł do Rogue
- Nic... Mi nie jest... Chyba wstrzyknęła mi serum obezwładniające... Już wszystko w porządku...- wykrztusiła
- To najważniejsze! Co to za jedna!?
- Nie mam pojęcia- stwierdził Lance- W życiu jej nie widziałem. Wybaczcie, ale muszę lecieć, Mistique mnie zabije!- i ulotnił się. Kiedy Kurt i Rogue wrócili do pokoju, Kittka zdążyła już wyjaśnić Loganowi i Shadow co zaszło. W ręku trzymała karteczkę. Rogue wzięła ją do ręki i przeczytała:
Dopadnę cię... A wtedy nic mnie nie powstrzyma przed zemstą...
Tymczasem, na skraju lasku, stała sobie owa dziewczyna, uśmiechając się szyderczo. W ręku trzymała pistolet, celowała w Jean Grey. Wystrzeliła... Za nią rozległ się szept:
- Doskonale, O-ren... Naprawdę doskonale...
skomentuj (11)
szablon by
meaObrazek z
Deviantart
for
Szablony